Sterkowiec – Historia grobu zamordowanych Żydówek rozwiązana

Wycinek prasowy – Dziennik Polski 1969

Na przełomie 2014 oraz 2015 r. przy okazji rozpoczęcia prac związanych z pracami modernizacyjnymi linii kolejowej nr 91 Kraków Główny – Medyka w Sterkowcu ponownie wrócił temat zapomnianego grobu dwóch kobiet zamordowanych prawdopodbnie w kwietniu 1942 r. Poniosły śmierć w pobliżu przystanku kolejowego w Sterkowcu i zostały pochowane w pobliżu peronu. Ich zabójcą był psychopatyczny zbrodniarz wojenny, żandarm niemiecki Engelbert Guzdek.

Temat poruszył pochodzący z Maszkienic Henryk Pałka, który w trosce o pamięć i godne upamiętnienie zmarłych chciał ocalić ewentualny grób od zniszczenia w trakcie prowadzonych prac modernizacyjnych. W 2015 r. robotnicy nie trafili ostatecznie na żadne ślady grobu. Poza szczątkowymi informacjami długo nie udawało się ustalić konkretnych faktów – pomimo, że informacje były dostępne, ale rozproszone. Upływ lat i ulotna ludzka pamięć nie pomagały w ustaleniu lokalizacji grobu i pełnych okoliczności tragicznej śmierci dwóch kobiet.  Dopiero seria przypadków, oraz współczesna technika pozwoliły na poskładanie tej historii w całość.

W styczniu 2019 tą sprawę rozwiązał Ireneusz Banek – pochodzący z Rudki (Gmina Wierzchosławice) pasjonat historii. Prowadząc kwerendę w  Archiwum Narodowym w Bochni znalazł przez przypadek korespondencję pomiędzy Powiatowym Komitetem Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa w Brzesku, a Wojewódzkim Komitetem Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa w Krakowie. Korespondencja rzuca światło na całą sprawę i pozwala wyjaśnić wiele wątpliwości.

W Archiwum Narodowym w Bochni znajdują się 4 dokumenty związane ze wspomnianą sprawą. Wszystko zaczęło się od listu Kazimierza Piekarczyka, mieszkańca Sterkowca, który na początku 1969 r. skierował do redakcji Dziennika Polskiego list w związku z artykułem „Mogiła w Smęgorzewie przypomina” z 7 stycznia 1969 r. Jego list został opublikowany 6 maja 1969 r. w dziale listy do redakcji.

Czytamy w nim: „… chcę poinformować Redakcję o mogile dwóch osób, rozstrzelanych przez gestapowca na oczach ludności miejscowości Sterkowiec pow. Brzesko. Mogiła ta znajduje się opodal toru kolejowego. Jest ona całkowicie zapomniana i nie ujęta chyba w żaden rejestr, gdyż po dzień dzisiejszy nikt się o nią nie troszczy.”

W kilka dni później sprawa nabrała rozpędu. Za sprawą urzędników Wojewódzkiego Komitetu Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa w Krakowie 23 maja 1969 r. wycinek prasowy wraz z pismem z prośbą o rozeznanie stanu mogiły i rozważenie ewentualnego przeniesienia jej na cmentarz komunalny trafił do sekretariatu Powiatowego Komitetem Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa w Brzesku. Niespełna trzy tygodnie później – 11 czerwca w korespondencji zwrotnej możemy odczytać: „…po zasięgnięciu opinii ludności i władz miejscowych informuję uprzejmie, że mogiła przy torach kolejowych w Sterkowcu nie istnieje, gdyż w roku 1946 została przeprowadzona ekshumacja zwłok, które obecnie znajdują się na cmentarzu żydowskim w Brzesku.”

Jak się okazało zamordowane kobiety były narodowości żydowskiej. Ten fakt pojawiał się również w informacji przekazanej przez Henryka Pałkę. Skąd pochodziły i gdzie zmierzały? Wg Władysława Myślińskiego autora książki „A jednak tak było” Engelbert Guzdek spotkał w lesie zdążające do stacji kolejowej w Sterkowcu dwie młode kobiety. Pochodziły prawdopodobnie z Krakowa. Guzdek uprowadził je w las i zabił. Z kolei Kazimierz Piekarczyk w swoim liście do redakcji Dziennika Polskiego wspomina, że kobiety zostały rozstrzelane na oczach mieszkańców Sterkowca. Mając na uwadze okoliczności kobiety zostały pochowane w miejscu swojej śmierci. Już po zakończeniu wojny, w 1946 ich szczątki zostały ekshumowane i przeniesione na cmentarz żydowski w Brzesku. 13 kwietnia 1942 r. gestapo i żandarmeria zamordowała w Brzesku około 50 Żydów.  Czy mord na Żydówkach przy stacji w  Sterkowcu ma jakiś związek z tamtym wydarzeniem?

Kim był Engelbert Guzdek?

Engelbert Guzdek to niemiecki zbrodniarz wojenny zwany Katem Powiśla oraz Krwawym upiorem, starszy wachmistrz w Ordnungspolizei stacjonujący podczas II wojny światowej na terenie Generalnego Gubernatorstwa. Charakteryzował się on bardzo dużym wzrostem (190 cm) oraz skłonnościami sadystycznymi.

Jego charakterystykę i wzmiankę o zbrodniczej działalności przynosi książka „A jednak tak było” pióra Władysława Myślińskiego, wydana przez Ludową Spółdzielnię Wydawniczą w roku 1978.

„Najwięcej przerażenia siał ten hitlerowski zbrodniarz w sąsiednim powiecie dąbrowskim, ale zaznaczył się krwawo również w powiecie brzeskim. Gdy w marcu i w kwietniu 1942 roku przebywał na posterunku w Szczepanowie, nikt jeszcze nie domyślał się, co to za niebezpieczny zbój. Tu i tam spotykało się trupy obcych, nieznanych, z niewiadomej przyczyny zamordowanych ludzi, gdyż dowody osobiste (czytaj: „kennkarty” – przyp. A.K. Musiał) im zabierał, aż się później wyjaśniło, że sprawcą ich śmierci był Guzdek.

Niedługo potem spotkał w lesie zdążające do stacji kolejowej w Sterkowcu dwie młode kobiety, prawdopodobnie z Krakowa. Uprowadził je w las i zabił” – czytamy we wspomnianej pozycji.

Najbardziej znaczącą zbrodnią Engelberta Guzdka było współuczestnictwo w mordzie 93 Romów w Szczurowej 3 lipca 1943 roku. Zmarł w wyniku przypadkowego postrzału w trakcie dożynek w Otfinowie w sierpniu 1943 r.

W październiku 2014 r. ukazała się książka „Guzdek, kat Powiśla” z filmem dokumentalnym na DVD opowiadająca o Engelbercie Guzdku. Autorem książki był zmarły nie tak dawno Zygmunt Szych, a jednym z wydawców Stowarzyszenie Regionalny Dom Medialny, założone przez tarnowskich dziennikarzy.

Film dostępny jest na youtube.

 

 

Foto: Ireneusz Banek

Źródła:

Archiwum Narodowe oddział w  Bochni

https://pl.wikipedia.org/wiki/Engelbert_Guzdek

https://sites.google.com/site/cmeto2009/home/wojna-1939-45/guzdek

„A jednak tak było”, Władysław Myśliński, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, 1978.

 

Tagi: , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *