GK / Cuchnący problem na polach Sterkowca daje się we znaki

Kto wylewa fekalia na pola? Ludzie mają dość fetoru. W upalne dni mieszkańcy wioski pod Brzeskiem nie mają czym oddychać. Źródłem brzydkich zapachów są ścieki wylewane na pola. Sprawcy działają pod osłoną nocy, a odór fekaliów z łąk roznosi się po okolicy z wiatrem. Mieszkańcy zgłosili sprawę na policję, ale na razie nikogo za rękę załapać się nie udało. We wsi boją się, że proceder doprowadzi do skażenia studni i może pociągnąć za sobą zatrucia. Co bardziej zdesperowani próbują szukać sprawcy skażeń na własną rękę.

Namierzenie sprawców nie jest łatwe. Wszystko wskazuje na to, że ścieki wylewane są na pola pod osłoną nocy,  w pewnym oddaleniu od zabudowań, za to w bliskim sąsiedztwie autostrady oraz linii kolejowej.
Stamtąd wiatry roznoszą fetor po całej okolicy.

– Ślady zostawiane w pobliżu tych miejsc wskazują, że ścieki są przywożone prawdopodobnie traktorami. To jest chore, trzeba jak najszybciej zrobić z tym porządek – mówi Krzysztof Bogusz, brzeski radni i mieszkaniec Sterkowca.

Podobne śmierdzące problemy mają również mieszkańcy sąsiednich miejscowości: północnej części Brzeska, w Mokrzyskach, albo w Szczepanowie.

– W tym oraz w ubiegłym roku prowadziliśmy kilka postępowań związanych z wylewaniem ścieków – przyznaje nadkom. Jarosław Dudek z Komendy Powiatowej Policji w Brzesku. Tylko w jednym z nich udało się wytropić sprawcę. Przyłapany na gorącym uczynku może zostać ukarany grzywną w wysokości do 5 tys. zł.

Przypadek Sterkowca na razie nie został wykryty, ale sami mieszkańcy deklarują pomoc policjantom.

– Cały czas noszę ze sobą mały aparat fotograficzny. Jeżeli zobaczę, że ktoś wylewa ścieki, od razu to udokumentuję, aby mieć dowody, które pozwolą go ukarać – mówił wczoraj naszemu reporterowi jeden z gospodarzy.

Pozbywający się zawartości szamb na polach chcą prawdopodobnie uniknąć opłat. Skorzystanie ze specjalistycznej firmy oznacza już konkretny wydatek.

– Przyjęcie metra sześciennego ścieków w naszej oczyszczalni kosztuje 6-7 zł. Do tego doliczyć trzeba jeszcze koszty związane z ich transportem. To nie jest jednak żadne wytłumaczenie dla łamiących przepisy
i zatruwających środowisko – mówi Zbigniew Gładyś, prezes Rejonowego Przedsiębiorstwa
Wodociągów i Kanalizacji w Brzesku.

Mieszkańcy Sterkowca obawiają się, że zanieczyszczenia to nie tylko przykre zapachy, ale także zagrożenie dla wody pitnej.

– Zarazki mogą przedostać się do ujęć, powodując zatrucia i brak dostępu do bieżącej wody – zauważa Krzysztof Bogusz.

Nie są to wcale nierealne scenariusze. Na początku roku bakteria zgorzeli gazowej unieruchomiła na kilka tygodni ujęcie wody w gminie Łapanów. Z kolei nieco ponad tydzień temu z podobnego powodu wszczęto alarm w Brzesku, po którym przez dobę nie można było korzystać z wody w kranach.

– U nas w Sterkowcu na razie nikogo nie udało się złapać za rękę. Zrobimy jednak wszystko, co w naszej mocy, aby zlikwidować ten problem — mówi sołtys Zofia Słonina.

Tomasz Rabjasz / Gazeta Krakowska / 4.07.2017

Tagi: ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *